środa, 17 lipca 2013

Rozdział trzeci!

Witam!

Dzisiaj mam zamiar zaprezentować rozdział trzeci mojej książki i to... uwaga, uwaga... w całości! Miłej lektury życzę i biorę się do roboty, bo zaraz obiad.

Rozdział trzeci - "Czego nie da się przeskoczyć i dlaczego?"

  Poranek jak każdy inny zapowiadał się niezbyt ciekawie. Łaciatek już pożerał swoją porcję trawy i siana. Warto zauważyć, że przynależna mu 1/3 całych zapasów była sporo większa od dwóch pozostałych. Inne konie miały jednak większe zapotrzebowanie na wodę, której Łacio wypijał dość mało, co oczywiście bardzo martwiło początkowo jego właścicielkę. Uspokoiła się dopiero wtedy, kiedy zobaczyła, że jej wierzchowiec bez wody radzi sobie dużo lepiej niż kiedy zostaje do picia przymuszony.
  O ile konie od rana do wieczora miały święty spokój i mogły spokojnie leniuchować, istoty o dwóch nogach ciężko pracowały. Tak było i tego ranka, kiedy znosili na łąkę różne ciekawe rzeczy, między innymi cztery duże wiadra, deski, gwoździe, młotek, trzy koła od wozu...
- Chwila, chwila... Dlaczego trzy koła? - zdziwił się Łacio
- Może jest gdzieś jeszcze jedno? Albo po prostu nie ma więcej. Jak byłam ostatnio w ogrodzie widziałam tylko trzy. Choć rzeczywiście to troszkę dziwne...
- Bo każdy wóz ma cztery koła - rozpoczął swój kolejny mądry wywód Łaciatek. - Nie widziałem jeszcze wozu z trzema kołami. Pamiętasz może Karola?
- Tego, który miał na grzbiecie pełno śladów po uderzeniach batem?
- Dokładnie. Kiedyś widziałem go na drodze i ciągnął właśnie wóz czterokołowy.
Konie na chwilę rozmarzyły się w tęsknocie za domem. Dobrze znały Karola i nawet go lubiły, mimo jego prostej pracy, która w społeczności stajennej kogo innego by przekreśliła. Może to dlatego, że tak stawiał się swojemu woźnicy? Na każde uderzenie batem stawał dęba albo wierzgał...
- Ej, gdzie jest Racket?
- Szczerze mówiąc to chyba nas to nie powinno obchodzić.
Łacio i Bianka spojrzeli jednak w stronę Michała, który wypowiadał dość dziwne słowa. W tym samym momencie rozwiązała się poprzednia zagadka.
- Dobra, teraz powinno pasować. Chociaż... Nie, ale... O, trzeba tylko przyciągnąć to i jeszcze ten pasek... Gotowe!
  Tymczasem konie zdążyły się już porządnie wytarzać ze śmiechu. Kiedy otrząsnęły się z rozbawienia i brudu, Racket był już fachowo zaprzężony do trójkołowego wozu, pełnego siana i wiader z wodą. Patrzyły na zaprzęgniętego z nieco głupimi minami, jednak nie głupszymi od miny jego samego.
  Wyruszyli w drogę. Racket ledwie stawiał kroki, ale wybór Michała był uzasadniony - Racket był jednym z najsilniejszych koni w całej stajni, a poza tym dobrze wiedział, czego może od niego oczekiwać.
- Biedna Rackietka... - mruknęła Bianka pod nosem, choć dosyć głośno. - Będzie ciągnąć wóz! Cha, cha, cha!
- Rackietka? Nie no, ale żeś wymyśliła! Rackietka!
Konie zapewne znowu wytarzałyby się ze śmiechu gdyby nie Alicja, która szybko przywróciła je do pionu. Wóz był już spory kawałek drogi przed nimi, więc Ala dosiadła Łacia i pogalopowali razem z Bianką za ich przenośnym domem.
  Łacio i Bianka nie mieli pojęcia, gdzie się wybierają. Przecież dobrze im było z tym namiocie, który teraz służył jedynie jako płachta przykrywająca ich zapasy żywności.

  Jechali długo niebieską ścieżką, potem skręcili na fioletową łąkę. Zdążyli się już przyzwyczaić do negatywu i żyło im się tu teraz całkiem przyjemnie, choć w ich głowach uczucia te mieszały się z innymi, złymi, a czasem nieokreślonymi. Tak na przykład Racket był wykończony i zbolały, ale jednak zadowolony z siebie, że wytrwał te męki. Łacio był głodny. Po za tym nie wiedział, co jest nie tak. Zauważał jednak złowieszczy cień tego dziwnego uczucia, które poznał podczas przygody z zasłoną. Spojrzał na Biankę. Cóż, piękna jak zwykle. Nietrudno było jednak zauważyć, że ona też to czuje. Nie było to cokolwiek jedyne dręczące ją uczucie, tym drugim była tęsknota za domem. Po krótkiej wymianie wspomnień była kompletnie załamana, ale jako klacz z klasą nie dawała tego po sobie poznać.
  W tym samym czasie Michał zdążył odwiązać już swojego rumaka od wozu. Wniebowzięty Racket skakał teraz po łące z wielką radością, szczęściem, zadowoleniem i innymi tego typu słowami.
  Nagle stało się to, co prędzej czy później stać się musiało. Racketa ogarnęło to dziwne uczucie, które resztę nawiedzało już od jakiegoś czasu. Ogier pocwałował przed siebie, a za nim reszta ze zbędnym ciężarem w formie Michała i Alicji na grzbietach.
  Po długiej gonitwie przez łąki i pola wszyscy zatrzymali się równo, ale bynajmniej nie ze zmęczenia, a z powodu wielkiego muru z kolorowym graffiti, który jakby nigdy nic stanął im na drodze. Łacio wyrwał się na chwilę spod kontroli i próbował skoczyć, ale Ala powstrzymała go mocnym szarpnięciem za wodze. "Dziewczyna wreszcie nauczyła się jeździć! Niestety..." - pomyślał Łaciatek, który po raz pierwszy od czasu zaczęcia pracy ze swoją panią poczuł ból w pysku.
  Nawet Racket, który chwalił się wszystkim, że skakał już na taką wysokość, nie chciał się teraz narażać. Nie wspomniał przecież, że mur o wysokości 2,20 m tak go przeraził, że zamiast skoczyć wpadł na niego z wielkim impetem, zrzucając tym samym Michała i przegrywając zawody. O tym incydencie wiedział jedynie Łacio, któremu opowiedziały tę historię inne konie startujące w tamtych zawodach. One jedyne wolały trzymać się z nim, on przynajmniej skakał przez przeszkody na miarę swoich umiejętności.
  W tym momencie lepszym pomysłem było jednak zastanowienie się nad kwestią muru, którego w normalnym świecie tam nie było. Michał wypowiadał już swoją zwyczajową kwestię:
- Co to ma znowu znaczyć?! Ja naprawdę się tak bawić nie będę! - wrzeszczał ze złością.
Alicja złapała go za rękę i zaczęła uspokajać.
- Spokojnie, może przez tan mur da się przejść? Tak jak przez zasłonę? Ale tym razem ja spróbuję - dodała widząc Michała, który już zabierał się do pokonywania muru w podany przez nią sposób.
  Ala podeszła do muru i się o niego oparła. Nic. Mocniej. Też nic.
- Może trzeba spaść z konia? Łaciu, chodź tutaj!
Łaciatek posłusznie przydreptał do swojej pani i dał się dosiąść. Pomysł uważał za głupi, ale jak się sama prosi... Zresztą zawsze podobały mu się jej upadki. Pogalopowali w stronę muru.
  W ostatniej chwili Łacio zatrzymał się trochę zbyt gwałtownie. Alicja wyleciała w powietrze jak rakieta i z pełną mocą uderzyła głową w mur. Powoli osunęła się na ziemię.
- To jednak nie działa... - powiedziała słabym głosem i zemdlała.
  Konie zebrały się wokół niej, próbując ją ożywić i cały czas odganiając Michała. Racket chciał być dobrym kolegą i trącił dziewczynę głową, co przypłacił bolesnym uszczypnięciem w ucho w wykonaniu Łaciatka - mimo ich wrogich stosunków po raz pierwszy coś takiego miało miejsce. Zdziwiony ogier odstąpił od reszty medyków, depcząc przy okazji po nogach swojemu panu. Łacio spróbował innego sposobu i po prostu polizał swoją panią po twarzy. Zero reakcji.
   Po około pięciu minutach bezskutecznych prób ocucenia Alicji konie wreszcie dopuściły do akcji Michała uzbrojonego w wiadro zimnej wody, którą wylał prosto na twarz koleżanki. Ala od razu otworzyła oczy i podniosła głowę.
- To nie było miłe...
- Oj, nie... On wylał nasza wodę! - awanturowały się konie, widocznie niezadowolone z takiego przebiegu sytuacji. Michała martwiło jednak co innego.
- Alusiu, jak się czujesz? Nic ci nie jest?
- Tylko nie Alusiu! - odwarknęła Alicja ze złością.
- Ale wszystko dobrze? Już nigdy więcej tego nie rób, to moja działka!
- Dobrze, dobrze, uspokój się! Nic mi nie jest!
 Ala wstała i chwiejnym krokiem podeszła do muru.
- Potrzebna nam drabina. Widziałam już u Bednarskich, weź Racketa i jedź.
Cały czas jeszcze słaba Alicja oparła się o mur, a Michał i Rackietka pojechali zdobyć drabinę. "Ciekawe jak ją będą chcieli zabrać tutaj?" - pomyślał złośliwie Łacio i zabrał się za czynność odpowiednią na taką okazję, czyli skubanie trawy.
  Kiedy zdobywcy wrócili z pięknym drewnianym trofeum, które ciągnęli za sobą zapewne przez całą drogę. W tym czasie Łacio i Bianka zdążyli już idealnie wystrzyc trawnik, wyglądał teraz niczym Wimbledon tuż przed rozpoczęciem turnieju. Wszyscy właściciele koni zastanawiali się nad tym, czy ich pupile nie byliby bardziej wydatni od kosiarek. Jednak niezapomniany widok rozdeptanego kopytami padoku, na którym kiedyś rosła trwa, raz na zawsze odwodził ich od tej decyzji. Takie już życie koniarza.
  Michał i Alicja nie zastanawiali się teraz jednak nad trawą i szybko zabrali się za stabilne opieranie drabiny o mur. W końcu jedno z nich musiało tam wyjść i spróbować przeskoczyć na drugą stronę. Wyliczanka zdecydowała o tym, że skoczyć ma Alicja, jednak Michał zmężniał po usłyszeniu tego wyroku i postanowił pójść sam, mając cały czas przed oczami sytuację sprzed pół godziny.
  Wszedł po drabinie i omal nie spadł z niej się ze szczęścia, bo zobaczył... ich stajnię! Oczarowanie jednak szybko minęło. Stajnia tam była - świetnie, byli tam ludzie - jeszcze lepiej. Problem był taki, że wszystko było czarno-białe.
- Co tam widzisz? - krzyknęła Ala do Michała, który ewidentnie nie mógł pozbierać myśli.
- Naszą stajnię - odparł niewyraźnym głosem. - Ale...
Nie zdążył dokończyć jednak zdania, bo obok niego pojawiła się już Alicja, która oczywiście musiała to zobaczyć jak najszybciej. Niestety, widok jej nie zadowolił.
- Ale ona jest czarno-biała... - stwierdziła Ala ze łzami w oczach.
- Właśnie chciałem ci to powiedzieć - westchnął Michał i zszedł z drabiny.
- Ale gdzie idziesz? Przecież miałeś skakać na drugą stronę!
- Ale...
- Bo ja skoczę!
Taka groźba postawiła go od razu na nogi. Wspiął się na drabinę, policzył do trzech i skoczył.
  Niestety i w tej sytuacji musiało spotkać go coś przykrego. Tym razem niewidzialna siła odepchnęła go z powrotem do negatywnej krainy, choć miał też trochę szczęścia, bo wylądował na wozie pełnym miękkich rzeczy.
- Nic ci nie jest? - zapytała troskliwie Ala i omal sama nie spadła z drabiny, schodząc na dół w ogromnym pośpiechu. - Może najpierw lepiej wiedzieć, co się stanie?
- Niby w jaki sposób chcesz się tego dowiadywać? Co?
- No właśnie trzeba to wymyślić! Na pewno się da! - Ala była pełna zapału, w przeciwieństwie do Michała, który nagle zaczął torpedować wszystkie jej plany.
- Ty chyba naprawdę mocno walnęłaś głową o ten mur... - odciął się jadowitym głosem, którego używał jak na razie tylko w trakcie rozmów z panem Kowalskim. - To wszystko jest dziwne, nienormalne! Tu są rzeczy magiczne, które w normalnym świecie nie istnieją! Nie mamy o nich zielonego pojęcia, nie zauważyłaś tego?
- Uspokój się, myślałam, że zależy ci na zbadaniu tego wszystkiego...
"Zbadać to ty się powinnaś" - pomyślał Michał, ale resztkami sił powstrzymał się powiedzenia tego Alicji. Wziął głęboki oddech i słuchał dalej.
- Jeśli nie chcesz pomóc, to proszę bardzo! Droga wolna! Bierz swojego konia i radź sobie sam.
- Dobra - zgodził się Michał i poprowadził zdziwionego Racketa do lasu. Ala udała się w odwrotnym kierunku, żeby też przypadkiem się z nimi nie spotkać. Łacio posłusznie podreptał za nią, a w jego ślady poszła Bianka. Konie nie były zadowolone z tego rozstania.
- No i z kogo się teraz będziemy śmiać? - zapytał zrozpaczony Łaciatek.

  Następne dni rzeczywiście w drużynie Ali nie mijały zbyt miło. Deszcz padał codziennie, więc po kilku sytuacjach, w których cała trójka totalnie przemokła, postanowili zamieszkać u Kowalskich. Mieli tam wszystko potrzebne do życia, nawet szklarnię z egzotycznymi roślinami i lodówkę, pełną pięknie pachnących wędlin, które Alicja zjadała ze smakiem jako śniadanie, obiad albo kolację. Musiała przecież nadrobić braki z całego pobytu. Codziennie wybywała też szukać głupot, jak to określiły konie. W tej sytuacji rację miał akurat Michał - kto by chciał szukać czarów w lasie czy na łące w negatywnej krainie, do której trafili przez głupi przypadek?

No i znowu niedokończone... Ale dziś muszę to przepisać, nie daruję sobie!

Tymczasem przeglądam sobie rękopis i natrafiłam na fragment z koszeniem łąki... xD Poznacie go trochę później. Teraz czytam jeszcze lepszy fragment z rozdziału bodajże siódmego, wstawię jednak tylko kawałeczek, który nic nie zdradzi: "stanął przed potworem z niewyraźną miną. Przechodziły go dreszcze na myśl, że będzie musiał wrócić po swojego żelaznego towarzysza".

To tyle na dziś, pozdrawiam i życzę miłej lektury. :)

4 komentarze:

  1. świetny rozdział :) bardzo lubię czytać opowiadania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za pochwałę i zachęcam do dalszego czytania. Pozdrawiam. :P

      Usuń
  2. Super, wciągnęłam się :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło. Chyba będę zmuszona wrócić do pisania, skoro już kolejna osoba dodaje tego typu komentarz. ^^

      Usuń